Czy fałszowanie leków i suplementów diety to problem?

Panowie żartują?

Nie, pytamy poważnie.

Nie wierzę. Zajmujecie się rynkiem farmaceutycznym od lat. Podpuszczacie mnie.

Fałszowanie leków to przestępstwo. A rocznie prokuratura kieruje od trzech do sześciu aktów oskarżenia. Czyli problemu nie ma.

Tak, jeśli spojrzymy w statystyki prokuratorskie, to problemu w zasadzie nie ma.

Czyli urzędy i służby przymykają oko na proceder?

Z jednej strony wolą nie wiedzieć, a z drugiej nie potrafią dostrzec problemu. Przez lata miały klapki na oczach, jeśli chodzi o fałszowanie leków. I choćby na ulicy przy komisariacie policji ktoś założył fabrykę i produkował fałszywe leki na masową skalę, to obstawiam, że nikt by się tym nie zainteresował. Powód jest prozaiczny: niewiedza. Od lat prowadzę szkolenia dla policjantów, celników i prokuratorów. Szczerze przyznam, że dopiero teraz problem zaczyna – choć bardzo powoli – przebijać się do świadomości instytucji państwowych, które są odpowiedzialne za ściganie różnego rodzaju przestępstw.

Jakim problemem jest fałszowanie leków?

W największym skrócie: około miliona osób na świecie rocznie umiera wskutek przyjmowania sfałszowanych leków. Do niedawna w Nigerii ok. 60 proc. leków to były fałszywki. W Chinach czy Indiach odsetek ten wynosi ok. 20 proc. Przy czym – co ważne – mówimy o legalnej dystrybucji. Czyli nie mam na myśli kupowania na bazarach, lecz w aptekach, lub przyjmowanie produktów leczniczych w szpitalach.

Afryka nie przemówi do wyobraźni polskiego czytelnika. Jak jest u nas?

Szacuje się, że jeden na sto kupionych w aptece leków jest sfałszowany.

To niedużo.

Jeśli nie trafi na żadnego z panów – to rzeczywiście niedużo. Macie szansę jeden do 50. A we trzech mamy jeden do 33. Codziennie kilka tysięcy Polaków kupuje w aptekach fałszywe leki. Tak naprawdę, w najlepszym razie wyrzucają pieniądze w błoto. A przecież problemem przy fałszowaniu leków nie jest wcale sprzedaż apteczna, lecz ta pozaapteczna. Targowiska, zakupy w sklepach internetowych…

Przedstawiciel Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF) na łamach DGP stwierdził niedawno, że połowa leków kupowanych w internecie może być sfałszowana. Przesada?

Raczej niedoszacowanie. Obawiam się, że fałszywych może być znacznie więcej produktów niżeli co drugi. Kilka lat temu w ramach zespołu badawczego w UE sprawdziliśmy, jak dużo fałszywek jest wśród sprzedawanych w obrocie pozaaptecznym leków na potencję i odchudzanie. Okazało się, że połowa. Przez te parę lat sytuacja bez wątpienia się pogorszyła. Amerykanie rokrocznie sprawdzają, jaki odsetek anglojęzycznych aptek internetowych prowadzą legalnie zarejestrowane podmioty. Jak myślicie, ile ich jest?

20 proc.?

A skąd. 2 proc. Inaczej mówiąc, 98 proc. aptek sprzedających leki przez internet to tak naprawdę oszuści.