Kierownik Oddziału Hematologicznego Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej prof. Krzysztof Giannopoulos wyjaśniał, że szpiczak plazmocytowy jest chorobą układu krwiotwórczego polegającą na powstawaniu dużej liczby nieprawidłowych komórek plazmatycznych (komórek szpiczakowych). Wypełniają one szpik kostny i zakłócają proces wytwarzania krwinek czerwonych, białych i płytek krwi.

Z danych przedstawionych podczas konferencji wynika, że w Polsce co roku wykrywanych jest 1,6 tys. nowych przypadków szpiczaka, a liczba wszystkich chorych sięga już 9,5 tys.; większość z nich jest po 65. roku życia.

Eksperci podkreślali, że nie ma większych kłopotów z leczeniem chorych w pierwszej linii leczenia. Stosowane są wtedy terapie dwu- lub trójlekowe, w których podstawą są chemioterapeutyki oraz leki biologiczne i sterydy. - Większe kłopoty są z pacjentami, u których choroba nawraca, a takich jest większość – podkreślił prof. Giannopoulos.

Specjalista wyjaśniał, że szpiczak - podobnie jak wiele innych schorzeń nowotworowych - to choroba nawrotowa, którą z każdą kolejną progresją trudniej jest leczyć i uzyskać remisję (jej cofnięcie się). W takiej sytuacji u wielu pacjentów lepsze efekty może dać zastosowanie innego schematu leczenia, z wykorzystaniem m.in. leków immunomodulujących i przeciwciał monoklonalnych.

- Z tym są kłopoty, ponieważ w Polsce wciąż nie jest refundowanych wiele nowych terapii, zarejestrowanych w Unii Europejskiej – powiedział prof. Giannopoulos. Chodzi o sześć leków nowej generacji, jakie pojawiły się w ostatnich kilku latach, stosowanych w różnych schematach (na ogół trójlekowych) i zwiększających skuteczność leczenia nawrotowego szpiczaka plazmocytowego.

Specjalista w rozmowie z PAP wyraził nadzieję, że w 2018 r. na listę leków refundowanych zostanie wprowadzony przynajmniej jeden z trzech nowych leków, każdy o innym działaniu; są to: pomalidomid, daratumumab oraz karfilzomib. - To bardzo ważne leki, które w naszym kraju w sposób istotny mogłyby poprawić wyniki leczenia chorych ze szpiczakiem – podkreślił.

Kierownik Kliniki Oddziału Hematologii Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu dr n. med. Grzegorz Charliński powiedział PAP, że z powodu zaległości w refundacji nowych leków, w naszym kraju nie może być stosowanych większość dostępnych na świecie schematów terapeutycznych. - Nowa terapia zwiększa szanse przełamania oporności na leczenie w kolejnym etapie choroby – dodał.

Eksperci podkreślili, że trzonem terapii chorych na szpiczaka są leki immunomodulujące, takie jak lenalidomid, stosowane zarówno w połączeniu z nowymi lekami, jak i w leczeniu podtrzymującym.

U niektórych chorych dobre efekty daje zastosowanie przeszczepu szpiku kostnego, najczęściej są to transplantacje własnych komórek krwiotwórczych. - U 10-15 proc. pacjentów ze szpiczakiem po takim przeszczepie autologicznym choroba nie nawraca w ciągu 10 lat, a jeśli dojdzie do kolejnej progresji, to w późniejszym okresie – dodał prof. Giannopoulos.

Prof. Iwona Hus z Katedry i Kliniki Hematoonkologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego w Łodzi podkreśliła, że w szpiczaku skuteczność terapii jest tym większa, im mniejsza jest tzw. choroba resztkowa. Tym mianem określa się populację nowotworowych komórek plazmatycznych, jaka pozostała w organizmie chorego po osiągnięciu odpowiedzi całkowitej na leczenie. Im jest ich mniej, tym większa była odpowiedź na zastosowane leki i lepsze są rokowania.

Eksperci podkreślali, że postęp w leczeniu szpiczaka jest wyjątkowo duży, dlatego zwiększenie dostępu do leków rozszerza grupę chorych, u których można długotrwale kontrolować chorobę.

Kilkanaście lat temu mediana przeżycia w tej chorobie nie przekraczała 3 lat, a obecnie wydłużyła się dwukrotnie, do co najmniej 6 lat. Dla niektórych chorych jest to już choroba przewlekła, czyli taka, którą można kontrolować przez wiele lat.