Sam Kanizay w sobotę grał w piłkę na plaży w okolicach australijskiego miasta Brighton. Jak opowiadał potem lekarzom, stał w morzu mniej więcej po kolana przez jakieś pół godziny i pamiętał towarzyszące temu uczucie odrętwienia w nogach, ale pomyślał, że to wrażenie spowodowała chłodna woda. Z przerażeniem zauważył po wyjściu na plażę, że jego stopy pokryte są krwią sączącą się z setek małych ranek na skórze. Co więcej, krwawienie nie chciało ustać.

Lekarze z miejscowego szpitala początkowo podejrzewali, że chłopak pokaleczył się o skały, ale charakter ran wskazywał raczej na atak jakiegoś morskiego żarłocznego stwora, najprawdopodobniej ławicy tak zwanych morskich wszy. Są to wodne pasożyty, niepozorne, ale groźne. Żywią się z reguły martwą tkanką, ale w tym przypadku zaczęły wżerać się w skórę brodzącego w morzu 16-latka. Ponieważ wszy morskie to bardzo małe skorupiaki, zadawane przez nie rany również były mikroskopijne, dlatego też Sam Kanizay mógł nie odczuwać bólu. Stojąc w wodzie, nie widział też sączącej się z pogryzionych nóg krwi, przyciągającej kolejne wszy.

Doktor Chris Brown, który udzielał pomocy 16-latkowi, zamieścił w mediach społecznościowych fotografie, które mają służyć ku przestrodze innym plażowiczom. Jak napisał, widok zakrwawionych nóg chłopaka przypominał "efekt z horroru".

Zaatakowany przez mięsożerne pasożyty chłopak pozostał w szpitalu przez kilka dni. Lekarze podali mu środki przeciwbólowe i antybiotyki. Został wypisany we wtorek.

Co ciekawe, wszy morskie nie występują wyłącznie w ciepłych wodach, jak te u wybrzeży Australii. Pasożyty te można spotkać również w Bałtyku.