O tym, jakie korzyści z nowelizacji ustawy refundacyjnej mogą odnieść chorzy, a jakie producenci, oraz ryzykach związanych ze zmianami eksperci dyskutowali podczas II Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.

Wśród planowanych zmian jest m.in. wprowadzenie zapisu, że poza wyjątkami leki refundowane będą mieć dopłaty z NFZ w całym zakresie. Co to oznacza? Teraz wiele medykamentów jest na liście refundacyjnej, ale część pacjentów musi za nie płacić 100 proc., ponieważ np. ich choroba nie była wymieniona we wskazaniach albo kupują lek dziecku, a leczenie dzieci nie zostało wskazane w charakterystyce produktu. Ponadto powstanie specjalny fundusz ratunkowego dostępu do leków, które nie są w żaden sposób refundowane, także tych, które są jeszcze w trakcie badań – o ile dla pacjenta nie ma alternatywy. Jak podkreślał wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda, celem tych zmian ma być poprawienie dostępności leczenia.

Wyroby z dopłatą

Przygotowana nowelizacja przepisów przewiduje, że pacjent mógłby dopłacać do lepszej jakości nie tylko pieluchomajtek czy aparatów słuchowych (jak jest już obecnie), ale szerszej gamy wyrobów, także tych stosowanych w szpitalach w czasie operacji. Teraz by np. dostać w czasie operacji zaćmy lepszą soczewkę korygującą wzrok, pacjent musi zapłacić za cały zabieg, zamiast dopłacić różnicę. Rozwiązania dla różnych grup wyrobów mają być podobne jak w przypadku leków. Będzie oceniana ich jakość i stopniowo będą wprowadzane urzędowe ceny. – Zmiany regulacji na rynku wyrobów medycznych są niezbędne i to podkreślają zarówno pacjenci, jak i przemysł. Muszą jednak uwzględniać specyfikę tej branży, bo w przeciwnym razie stracą na niej wszyscy, ale przede wszystkim pacjenci – mówił Wojciech Szefke, prezes zarządu Organizacji Pracodawców Przemysłu Medycznego Technomed.

Pacjenci obawiają się, że do refundacji mogą trafić tylko najtańsze produkty, słabszej jakości. A przy lepszych ich wydatki z własnej kieszeni wzrosną. Eksperci uważają jednak, że wszystko będzie zależeć od przyjętych kryteriów i dobrej woli urzędników.

Jak zwracał uwagę Patryk Sucharda, kierownik ds. relacji zewnętrznych i refundacji z SCA Hygiene, w przypadku materiałów chłonnych wykorzystywanych m.in. przez osoby mające problemy z trzymaniem moczu lub niepełnosprawnych niemogących się samodzielnie poruszać pacjenci w Polsce aż w 95 proc. wybierają te najwyższej jakości z wyższą dopłatą, ale i wyższym komfortem stosowania. Choć wielu z nich utrzymuje się z niewielkich rent. – Dlatego kluczową kwestią będzie to, jakie wskaźniki jakości zostaną wybrane przy ocenie wyrobów medycznych. Gdyby miała to być np. głównie chłonność, to nietrudno będzie znaleźć tanie chińskie wyroby, które będą ją miały wysoką, ale ich stosowanie będzie wiązać się z większą liczbą powikłań, takich jak odleżyny czy stany zapalne układu moczowego – wyjaśniał.

Wiceminister Krzysztof Łanda poinformował, że ministerstwo rozpoczęło prace nad dokumentem o polityce wyrobów medycznych. W zeszłym roku podobny dokument powstał dla polityki lekowej i został przekazany resortowi rozwoju. Prawdopodobnie zostanie on połączony w jedno opracowanie z dokumentem o rozwoju branży farmaceutycznej przygotowanym przez urzędników podległych wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu.

Premia za polskość

Krzysztof Łanda opowiadał o systemie zachęt dla firm, premiującym finansowo te, które działają w Polsce. – Mamy 2,2 mld zł do wydatkowania dla firm, które są partnerami polskiej gospodarki – podkreślał Łanda. – Moim zdaniem to duża kwota i wystarczająca, by zachęcić do badań i produkcji leków w naszym kraju – dodał. Co ważne, nie chodzi tylko o polskie firmy. Wiele koncernów produkujących leki czy wyroby medyczne ma centra badawcze czy fabryki w Polsce. Na przykład SCA z produkcji o wartości prawie 1 mld zł rocznie na eksport przeznacza aż 85 proc.

– Chcemy, aby polscy pacjenci byli beneficjentami postępu w medycynie i korzystali z innowacyjnych terapii – podkreślała Bogna Cichowska-Duma, dyrektor generalna Infarmy.

– Mówimy o przełomie, bo po raz pierwszy od lat z ust ministra zdrowia słyszę, że polityka lekowa to nie tylko dostarczenie preparatów dla pacjentów, ale też inwestowanie, które potem przyniesie więcej pieniędzy gospodarce – podkreślał Sebastian Szymanek, wiceprezes i dyrektor generalny na Polskę Polpharmy. Dodał, że gdy zagraniczne firmy innowacyjne będą chętniej wchodzić do Polski, będzie to też szansa dla rodzimych przedsiębiorstw, które mogą z nimi współpracować.

Obawy części firm – jak twierdził Łanda – budzi konieczność dostarczenia szczegółowych informacji dotyczących działalności w Polsce. Chodzi m.in. o liczbę i kwalifikacje pracowników. Są one jednak potrzebne do ustalenia systemu dotowania przedsiębiorstw. Nowe narzędzie – Rozwojowy Tryb Refundacyjny – będzie też uwzględniać m.in. to, czy i jakiej wysokości płacone były w Polsce podatki w ostatnich latach, jakie środki wydano na badania i rozwój oraz relacje między importem a eksportem. – Dopiero po uzyskaniu tych informacji określimy wagi i wartości wskaźników, na podstawie których będzie ustalany poziom dotacji dla firm – wyjaśniał wiceminister. Firmy dostaną kategorie od A do D. Ustalona będzie też E, na początku pusta, zachęcająca do dalszych inwestycji tych, którzy uzyskali już ocenę D.

Łanda poinformował też, że Polska zabiega o to, by w naszym kraju zlokalizowana była Europejska Agencja Leków (EMA). Kiedy Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej, EMA będzie musiała opuścić Londyn. ⒸⓅ

Aleksandra Kurowska

aleksandra.kurowska@infor.pl