Planowana przez rząd reforma systemu ochrony zdrowia przewiduje m.in. zmianę zasad finansowania wyrobów medycznych. Większość z nich w dłuższej perspektywie zostanie objęta systemem refundacji podobnym do tego, jaki obowiązuje w chwili obecnej na rynku farmaceutycznym. Przy tym jednak, jak podkreśla resort zdrowia, dostęp do nich ma się polepszyć, a nie pogorszyć. Według planów z rynku zniknąć mają też wyroby niskiej jakości. Bo te, do których dopłacać będzie państwo, będą podlegać ocenie przez certyfikowane laboratoria.

Dla pacjentów ważną informacją jest to, że wyroby trafiające do refundacji, np. pieluchomajtki, w pewnym sensie wybiorą sobie sami. Poza kryteriami jakościowymi obowiązywać ma m.in. zasada, że produkty chętniej kupowane będą mieć znacznie większe szanse na refundację (ważny będzie udział w rynku).

Wybór także w szpitalu

Poza wyrobami, które pacjenci kupują lub dostają w szpitalach, nowe zasady objąć mają też np. implanty czy soczewki wszczepiane w czasie zabiegów. O taką zmianę wielu ekspertów i pacjentów zabiegało od lat. Teraz bowiem, gdy np. chory, usuwając zaćmę, chciałby wybrać lepszą soczewkę korygującą wzrok, by móc zrezygnować z okularów, automatycznie pozbawiany jest możliwości finansowania zabiegu z pieniędzy NFZ. Powód: do gwarantowanych świadczeń nie wolno placówce, nawet prywatnej, przyjąć dopłaty, jeśli zabieg finansuje Fundusz. Podobnie jest np. z wykorzystaniem implantów czy nawet założeniem lekkiego gipsu po złamaniu ręki. Ponadto dla wybranych (nie wszystkich) produktów ich ceny będą negocjowane przez Ministerstwo Zdrowia (jak w przypadku leków), więc producenci będą musieli zaoferować bardziej atrakcyjne, niż gdyby sprzedawali niewielką liczbę. Z kolei szpitale nie będą mogły już zaoszczędzić, kupując tańszy implant, bo pieniądze dostaną za niego osobno (a nie zbiorczo za całą procedurę jak teraz).

Oczywiście przy tej okazji pojawiają się też obawy, że celem rządu jest zaoszczędzenie na chorych, a w szpitalu będzie trzeba mieć ze sobą kartę kredytową. Jednak zapisy projektu ustawy wskazują, że szpital będzie musiał zapewnić każdemu także takie wyroby, do których nie będzie trzeba nic dopłacić. A wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda uważa, że dzięki negocjowanym centralnie cenom maksymalnym oferta wyrobów bez dopłat będzie szersza i poprawi się ich jakość.

– Obecny system jest niegospodarny i nieprzejrzysty, stąd wiele osób tych zmian nie chce, w tym część placówek medycznych, które podwyższały swoje dochody, kupując gorszej jakości wyroby czy sprzęt – wyjaśniał ostatnio wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda.

Kluczowe zmiany będą wchodzić w życie powoli, a nie jak przy zmianie zasad refundacji leków kilka lat temu (negocjowano na nowo ceny niemal wszystkich medykamentów).

Uporządkowana ma być też kwestia zakupu drogiego sprzętu, ponieważ teraz zdarza się, że placówki, kupując te same urządzenia, np. tomografy, płacą różne ceny. Czasem różnice wynoszą setki tysięcy złotych. Jak zwracał uwagę wiceminister Łanda, obecnie wiele osób zajmuje się też doradzaniem przy dużych przetargach, np. na zakup aparatury medycznej, i czerpie z tego zyski.

Droga do polis

Zdaniem ekspertów rozwiązania tego typu funkcjonują w Europie i powinny doprowadzić w dłuższej perspektywie do podwyższenia standardu usług medycznych. Można się też spodziewać, że spowodują rozwój dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, które do dziś nie doczekały się kompleksowej regulacji z przyczyn czysto politycznych. Projekt regulujący rynek dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych był przygotowywany przynajmniej trzykrotnie, w tym przez poprzedni rząd. W obliczu wzrastających wydatków związanych m.in. z procesem starzenia się społeczeństwa, ale też szybkim rozwojem nowych technologii medycznych coraz częściej dyskutuje się bowiem o tym, że nie można zapewnić wszystkim obywatelom wszystkich produktów za darmo.

W Polsce dopłaty do usług medycznych i wyższej jakości produktów są w dużej mierze akceptowane przez społeczeństwo. Powszechnie funkcjonują w usługach stomatologicznych czy ginekologicznych. Także rynek środków rehabilitacyjnych w znacznym stopniu jest uzależniony od współpłacenia pacjenta.

Nowe propozycje Ministerstwa Zdrowia mają także wspomagać produkcję krajową. W ramach inicjatywy Refundacyjnego Trybu Rozwojowego lepsze warunki finansowe powinni uzyskiwać dostawcy wyrobów inwestujący w produkcję oraz prowadzący działalność badawczą na terenie Polski.

– Wiele podmiotów przygląda się nowym rozwiązaniom prawnym proponowanym przez Ministerstwo Zdrowia. Wśród naszych firm członkowskich kilka rozważa otwarcie fabryki w naszym kraju oraz inwestycje w centra badawcze. Z pewnością uruchomienie nowego trybu finansowania wyrobów medycznych symulować będzie rozwój rynku, a także doprowadzi do wzrostu zatrudnienia w sektorze i zwiększenia poziomu eksportu – mówi Wojciech Szefke, prezes Organizacji Pracodawców Przemysłu Medycznego Technomed. Jego zdaniem dyskusja nad nowym modelem finansowania wyrobów medycznych jest potrzebna. Ma on bowiem tylu zwolenników co przeciwników. Wiele firm widzi w nim szanse wprowadzenia na polski rynek nowoczesnych rozwiązań niedostępnych dotychczas z powodu zbyt niskiej wyceny procedur medycznych. Uporządkowanie tego rynku z pewnością będzie korzystne dla pacjentów. 

Ceny wybranych produktów będą negocjowane przez resort zdrowia