Blisko 40 proc. lekarzy przyznaje, że nie umie rozmawiać z pacjentami i tylko 12 proc. uważa, że robi to naprawdę dobrze. Co gorsze niemal co trzeci lekarz czuje się wypalony zawodowo, podobny odsetek nie radzi sobie z sytuacjami konfliktowymi.

Lekarze jednak są świadomi swoich niedostatków - dlatego ponad 76 proc. przyznaje, że potrzebuje szkoleń. Takich krytycznych wobec swoich umiejętności interpersonalnych lekarzy w grupie najmłodszych z nich - do 35 roku życia - jest aż 93 proc. To wyniki badań Naczelnej Izby Lekarskiej wykonanych we współpracy z Polską Akademią Nauk.

Trudno było spodziewać się lepszych ocen w sytuacji, bo przyszli po prostu nie nie uczą się tego na studiach. Suche wykłady nie spełniają tu żadnej roli. Dlatego Naczelna Izba Lekarska kilka dni temu ruszyła z projektem szkoleń pod hasłem "Przychodzi baba do lekarza …i co jej powiesz?". Są one skierowane do młodych lekarzy, a uczyć mają umiejętności porozumiewania się, współpracy i budowania relacji z pacjentem.

- Lekarze są bez przerwy w trudnych sytuacjach, na które nie są gotowi. Nie umieją przekazywać trudnych wiadomości, rozmawiać o bólu, o śmierci, czyli o tym, z czym spotykają się na co dzień - mówi doktor Paweł Grabowski. A psycholog Alicja Gałązka dodaje, że chcąc nie chcąc występują w roli psychoterapeutów, choć nie są do tej funkcji przygotowani. Grabowski dodaje, że często oprócz stresu wynikającego z kontaktów z chorymi, dochodzą także problemy we współpracy z kolegami po fachu. To, jak się okazuje, też nie jest dla nich takie proste.

Szkolenia, które trwają siedem dni, są prowadzone metodą warsztatów. W trakcie nich lekarze przygotowują nawet psychodramy. - Na jednym ze szkoleń część osób czytała pamiętnik dziewczyny chorej na raka, inna wcielała się w lekarzy. Potem omawialiśmy, jak można by się zachować - mówi Gałązka.

Największy problem polega na tym, że często na takie szkolenia dyrektorzy szpitali nie chcą swoich pracowników puszczać. - Uważają, że nie jest to potrzebne, traktując to jak jakieś dziwactwa - mówi Gałązka.

I choć Ministerstwo Zdrowia wsparło projekt szkoleń (współfinansowany z pieniędzy unijnych w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego) przewidzianych dla dwóch tysięcy medyków, nie zamierza zmieniać sposobu nauczania. - Uczelnie mają autonomię i mogą to robić na własną rękę - mówi wiceminister Igor Radziewicz-Winnicki. Jedną z przyczyn jest niedawne skrócenie cyklu nauczania - teraz nie ma już więc miejsca na pogłębioną naukę kontaktu lekarz-pacjent.