Z sondażu przeprowadzonego przez towarzystwo ubezpieczeń Solidaris, wynika, że 57 proc. ankietowanych potrzebuje wsparcia psychologicznego, tyle samo czarno widzi przyszłość swoich dzieci. Sondaż podaje, że jedna kobieta na 10 próbowała odebrać sobie życie, zaś 6 młodych na 10 obawia się bezrobocia.

Jeśli wyniki badania pokrywają się z prawdą, wynikałoby z nich, że 3 miliony Belgów wstaje co rano z poczuciem zagrożenia, a ponad połowa francuskojęzycznych Belgów cierpi na depresję w różnym stopniu natężenia. Według specjalistów, klimat nie może być przyczyną tego stanu, bo w sąsiednich Niemczech pada równie często, a liczba chorych na depresję jest proporcjonalnie trzy razy niższa.

Jean-Pascal Labille z Solidaris uważa, że za depresję jego rodaków odpowiedzialny jest wzrost indywidualizmu i egoizmu, brak więzów rodzinnych, przywiązania do religii i instytucji.

Żyjemy w kulturze strachu, boimy się imigracji i coraz trudniejszych warunków pracy. Kryzys społeczny, gospodarczy, moralny, a także zawirowania w belgijskim systemie instytucjonalnym nie dają szansy na lepsze samopoczucie - uważa Labille.

Do listy dochodzi też kryzys polityczny, który choć oficjalnie zażegnany, dolewa oliwy do ognia. Z zewnątrz nie dochodzi do Belgów żaden komunikat nadziei - tłumaczy psychiatra William Pitchot.

Najgorsze jest to, że sytuacja wcale nie jest nowa. Od słynnego Białego marszu w roku 1996, w reakcji na aferę Dutroux i publikacji badania na temat samopoczucia Belgów rok później "Czarny, żółty, blues", gdzie blues zastępuje kolor czerwony z belgijskiej flagi narodowej, trudno zauważyć poprawę.

Badanie przeprowadzono na 1000 ankietowanych z Regionu Walońskiego i Brukseli, przy pomocy 80 lekarzy rodzinnych i 60 psychologów i psychiatrów.

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>